Wywiad

7 639 wyświetleń | Czas czytania ok. 6 minut

ALBOR: 2015 – „To rok dalszych zmian i wyzwań.”

Bolesław RafałkoBolesław Rafałko

Rozmowa z Panem Bolesławem Rafałko - właścicielem firmy ALBOR w Wałczu Partnerem Serwisowym MAN Truck & Bus Polska Sp. z o.o.

M.M.: Albor, jak najcelniej i najkrócej można scharakteryzować tę firmę?

Bolesław Rafałko: Albor to firma rodzinna, istniejąca i działająca od 1991 roku. Lata doświadczeń pozwoliły nam wyspecjalizować się w branży motoryzacyjnej: naprawach pojazdów użytkowych (jesteśmy autoryzowanym serwisem MAN), sprzedaży pojazdów i sprzedaży części zamiennych.

M.M.: Jak sam Pan wspomniał, istniejecie od 1991 roku. Jakie daty nazwałby Pan kamieniami milowymi Waszego przedsiębiorstwa?

B.R.: Jest ich kilka. Pierwsze zachodnie autoryzacje (BPW, SAF, Wabco) uzyskane w 1994 roku. Pożar z 1999 roku, który doszczętnie strawił siedzibę zakładu, ale i zweryfikował zdolność firmy do powstania z popiołów. Utworzenie sieci Q-Service Truck w roku 1999 i nawiązanie współpracy z Inter Cars SA w 2003 roku. Wreszcie autoryzacja MAN w 2007 roku. Takim kamieniem milowym będzie też rok 2015 – rozbudowa zakładu, ponowna certyfikacja ISO.

M.M.: Specjalizujecie się w naprawach taboru ciężarowego, głównie pochodzenia zagranicznego?

B.R.: To główny zakres naszej działalności. Posiadamy obecnie, oprócz MAN-a, autoryzacje producentów podzespołów do pojazdów, takich jak: BPW, SAF, Haldex, Wabco, Knorr, Jost, Orlandi, Gigant, Webasto, Eberspächer oraz producentów przyczep i naczep Inter-Cars i Zasław.

M.M.: Powiedział Pan, że od 2007 r. Albor jest Autoryzowaną Stacją Obsługi MAN, dokładnie od marca tegoż roku. Co zadecydowało o wyborze tej marki?

B.R.: Rozpoczynając działalność gospodarczą, czerpałem z własnych doświadczeń, ale nie wahałem się podglądać innych. Jeździłem na Zachód i na tamtejszym gruncie obserwowałem działalność serwisów, głównie niemieckich. Podobały mi się funkcjonujące tam rozwiązania, więc postanowiłem je wdrażać, by ostatecznie związać przyszłość zakładu z marką MAN.

M.M.: Co oferujecie swoim klientom w serwisie?

BR: Wybierając ALBOR, klient wybiera: solidność, szybkość napraw, gwarancję na wykonane usługi, dwa lata gwarancji na sprzedawane części, przystępne ceny, fachową pomoc i wsparcie techniczne ze strony doświadczonego i systematycznie podnoszącego wiedzę i kwalifikacje zespołu specjalistów. To nie tylko puste deklaracje, to jest nasza codzienna wytężona praca.

M.M.: W jaki sposób walczy Pan z konkurencją?

B.R.: Nie walczymy z konkurencją. Rywalizujemy. Stawiamy na profesjonalizm kadr, na jakość świadczonych usług, i na niepowtarzalną atmosferę. Te elementy decydują o odnoszonych sukcesach, jesteśmy np. najwyżej ocenionym przez klientów serwisem MAN-a w Polsce w roku 2013, a uzyskany wynik jest rekordowy w skali całej Europy.

M.M.: Rok 2015 zapowiada się pomyślnie dla firmy?

B.R.: To rok dalszych zmian i wyzwań. Obecnie trwa rozbudowa siedziby, a drugim ważnym aspektem jest ponowna certyfikacja systemu zarządzania jakością ISO 9001:2009. Wszystkie podejmowane działania są podporządkowane nadrzędnemu celowi, czyli zapewnieniu stabilności działalności firmy, co przekłada się na sukcesy i biznesową pomyślność.

M.M.: Jakie, zjawiska zachodzące obecnie w branży TSL, budzą Pana niepokój, a jakie zadowolenie?

B.R.: To nie jest branża dla ludzi o słabych nerwach. To, co najtrudniejsze, to niesamowita ilość przepisów regulujących rynek transportowy, ustaw i rozporządzeń krajowych, unijnych oraz przepisów obowiązujących w poszczególnych krajach, np. wprowadzona od 2015 roku niemiecka ustawa o płacy minimalnej.
Natomiast jako serwis jesteśmy zadowoleni ze stałego wzrostu rynku transportowego, bo oznacza to większą liczbę przedsiębiorstw transportowych oraz pojazdów, czyli potencjalnie naszych klientów.

M.M.: Czego Pan wymaga od siebie, jako od właściciela firmy, a czego oczekuje od swoich pracowników?

B.R.: Wymagania są bardzo zbliżone, najważniejsze, by być uczciwym i pracować z zaangażowaniem, w myśl zasady wpajanej mi przez mojego ojca – nieważne co w życiu robisz, ale rób to dobrze. Oczywiście, jako właściciel firmy zatrudniającej blisko 100 osób, jestem zobowiązany do strategicznego zarządzania i nieustannego planowania przyszłości, a także do nadzoru nad realizacją przyjętych planów i strategii. Pracownicy natomiast powinni sumiennie wykonywać powierzone im zadania, pracować samodzielnie, systematycznie podnosić własne kwalifikacje.

M.M.: Wasi pracownicy to głównie mężczyźni czy też zdarzają się kobiety i na jakich stanowiskach?

B.R.: Oczywiście pracujemy w gronie mieszanym. Nie mamy kobiety-mechanika, niemniej w serwisie zatrudnione są wysokiej klasy specjalistki zajmujące się sprzedażą części zamiennych, obsługą sprzedaży pojazdów oraz obsługą klienta trafiającego do serwisu. Trzeba uczciwie przyznać, że koleżanki znają się na tej pracy nie gorzej od mężczyzn, co czasami zaskakuje, zwłaszcza nowych klientów. Biuro natomiast, czyli księgowość i administracja, jest przez kobiety zdominowane – dzięki ich systematyczności zakład działa niemal perfekcyjnie.

M.M.: Czy, pracując z najbliższymi członkami rodziny, nie miewa Pan problemów z oddzieleniem pracy od życia prywatnego?

B.R.: Nie każdy chce te aspekty oddzielać. Praca może być nie tylko źródłem dochodu, ale też satysfakcją. Pracuję z rodziną, nic więc dziwnego, że o pracy rozmawiamy przy wielu okazjach, można powiedzieć - co dnia. Niemniej staramy się również nauczyć odpoczywać, oderwać od zawodowych obowiązków, by naładować akumulatory, zgromadzić energię niezbędną do borykania się z kolejnymi wyzwaniami.

M.M.:
Można powiedzieć, że branżę TSL ma Pan we krwi. Kiedy uświadomił Pan sobie, że nie ma innej drogi?

B.R.:
Wydaje mi się, że zawsze jest wybór, alternatywa. Jednak, kiedy istnieje możliwość wykorzystania zainteresowań w codziennej pracy, kiedy praca może być pasją, wtedy warto się zaangażować i czerpać z pracy przyjemność. Tak było w moim przypadku. Od początku aktywności zawodowej jestem związany z branżą TSL i bardzo się cieszę, że dane jest mi realizować z sukcesami moje zawodowe marzenia.

M.M.:
Tradycja zobowiązuje. Liczy Pan na jej kontynuację?

B.R.: To już są fakty. Prowadzimy działalność wraz z żoną, pod firmą ZTUH ALBOR Bolesław Rafałko.
Syn Łukasz od najmłodszych lat związany jest z firmą, obecnie jest menadżerem i moją prawą ręką.
Zięć Armin jest odpowiedzialny za podległe nam filie Inter Cars. Najstarszy wnuk już praktykuje w sezonie wakacyjnym, liczę, że również on (oraz pozostałe pociechy) połknie bakcyla i będzie kontynuatorem rodzinnej tradycji.

M.M.: Wolny czas poświęca Pan na…

B.R.: Moją pasją od najmłodszych lat jest żeglarstwo. Czas wolny dzielę też między podróże a działalność społeczną – jestem aktywnym prezesem wałeckiego Klubu Współpracy Międzynarodowej, organizacji pozarządowej zrzeszającej kilkudziesięciu mieszkańców miasta Wałcz, rozwijających kontakty gospodarcze, naukowe, kulturalne, sportowe i turystyczne z zaprzyjaźnionymi miastami europejskimi. Moim oczkiem w głowie jest też przydomowy ogród, któremu poświęcam dosłownie każdą wolną chwilę, nieustannie coś projektując i sadząc kolejne rośliny.

M.M.: Z czego lub kogo jest Pan dumny?

B.R.: Przede wszystkim z najbliższych, że potrafimy zgodnie współdziałać. Moją dumą jest też oczywiście firma, którą udało się zbudować i która z sukcesami ciągle się rozwija. Wielką przyjemność daje świadomość, że dzięki wytrwałej pracy udało się zorganizować zespół oddanych współpracowników, podążających razem z nami w tym samym kierunku, ku obopólnej satysfakcji.

***

29.04.2015

Ostatnie wywiady

Ostatnie wiadomości

### Error: No such param 'title' ###

### Error: No such param 'created' ###