Wywiad

4 920 wyświetleń | Czas czytania ok. 9 minut

“ (…) głównym ryzykiem w transporcie jest prowadzenie działalności transportowej.” - cz. II

CDS Odszkodowania działa od 2001 roku jako kancelaria doradcza, której celem jest ochrona interesów przewoźników i spedytorów poprzez świadczenie usług w zakresie oceny ryzyka transportowego oraz obsługi ubezpieczeń transportowych, a także  przeprowadzanie audytów i szkoleń z zakresu procedur transportowych i stosowania prawa transportowego.

Funkcjonowanie kancelarii stanowi kontynuację wieloletnich doświadczeń założyciela firmy – Pana Jerzego Różykaeksperta, działającego w branży ubezpieczeniowej od ponad 26 lat, w tym ponad 11 lat w obsłudze podmiotów sektora TSL w zakresie oceny ryzyka, ubezpieczeń i szkód transportowych.  

Pan Jerzy Różyk, który zgodził się udzielić odpowiedzi na moje pytania, jest też autorem licznych artykułów z zakresu ubezpieczeń i prawa transportowego oraz prelegentem wielu konferencji i szkoleń transportowych.

M.M.: Czy według Pana zawsze można przewidzieć niebezpieczeństwo i tak się asekurować, aby nie stracić?

Jerzy Różyk: Niebezpieczeństwo towarzyszy człowiekowi od początku ludzkości, a gdyby tak zastosować teorię ewolucji Darwina, to nawet jeszcze dłużej. Wszyscy wiemy, czym jest łańcuch troficzny, czy inaczej pokarmowy. I choć mamy XXI wiek i nikt już nikogo nie zjada, obowiązuje taka sama zasada, z tą różnicą, że teraz trudniej jest ocenić stopień ryzyka, gdyż tkwi ono niemal w każdej sferze  życia człowieka. Niebezpieczeństwo, czyli to, co sztuka risc managenentu określa mianem ryzyka, w obszarze transportu również tkwi w każdej sferze prowadzonej działalności transportowej. Ryzykiem jest bowiem każdy kilometr trasy, każda nieprzespana przez kierowcę godzina, każdy załadunek towaru, każdy odbywany postój na parkingu, każda przejechana bramownica, każda kupowana polisa, każde zlecenie, itd., itd., itd. Asekuracja to zgodnie ze słownikiem języka polskiego: „zabezpieczenie się przed innym rozwojem wypadków, niż spodziewany”. A zaasekurować się można na kilka sposobów: poprzez wejście w posiadanie wiedzy, którą posiadają wszyscy eksperci razem wzięci, poprzez korzystanie z usług tychże ekspertów, poprzez posiadanie wyłączności na szczęście albo poprzez zrezygnowanie z działalności transportowej. Wielu przewoźników odrzuca ryzyko i liczy na to, że ich ono ominie, wielu jest całkowicie pozbawionych poczucia istnienia ryzyka, większość jednak liczy się z jego istnieniem i podejmuje mniej lub bardziej racjonalne działania. Nasze społeczeństwo już umie pisać, czytać, myśleć i wyciągać wnioski, zatem korzysta ze wszystkiego, co może pomóc w uniknięciu ryzyka. Dlatego, między innymi, warto jest pisać, warto jest szkolić, warto mówić, gdyż to powoduje zwiększenie świadomości w branży. Jeżeli przewoźnicy będą widzieli ryzyko oraz będą umieli je oszacować, będą również mogli je w pewnym stopniu zredukować. A redukcja ryzyka to nic innego jak wprowadzenie stosownych procesów, procedur i instrukcji, szkolenie pracowników operacyjnych, wykupienie dobrej polisy OCP i również możliwość skorzystania z usług ekspertów i doradców różnych specjalności. Prawda jest taka, że jedna szkoda na 250.000 euro, którą przewoźnik będzie musiał pokryć z własnej kieszeni, skonsumuje efekt dziesięcioletniej pracy a może również pozbawić przewoźnika całego posiadanego majątku. To argument przemawiający za tym, żeby wiedzieć więcej niż mniej.

M.M.: Często słyszymy o kradzieżach i wyłudzeniach w branży. Jest na to jakiś „złoty środek”?

Jerzy Różyk: Tak, nie prowadzić takiej działalności. To zredukuje ryzyko do zera :). A tak poważnie, nie ma złotego środka, gdyż w Europie nie ma infrastruktury pozwalającej na bezpieczne parkowanie pojazdów z ładunkami. Póki co kierowcy, mając ograniczenia prawne, muszą odbywać postoje w miejscach, w których często takie postoje odbywają również złodzieje. To przypomina trochę łowienie ryb siecią – sieć sobie jest, a ryba w nią po prostu wpływa. Dodatkowo, powstające w Europie olbrzymie centra dystrybucyjne nie oferują bezpiecznych miejsc do parkowania pojazdów oczekujących na rozładunek, o czym doskonale wiedzą i przewoźnicy, i zorganizowane grupy przestępcze. Trudno w takich miejscach jest zatem skutecznie zabezpieczyć się przed kradzieżą, trudno też się dziwić, że w takich miejscach dochodzi do częstych kradzieży. Innym newralgicznym miejscem jest przeprawa przez kanał La Manche – oczekiwanie na przeprawę w każdą stronę skupia uwagę szajek złodziei i w tych rejonach również dochodzi do masowych kradzieży towaru.
Do czasu zbudowania przez wszystkie kraje solidnej i bezpiecznej infrastruktury nic się w tym zakresie nie zmieni. Przewoźnikom pozostaje tylko podejmowanie ryzyka i liczenie na przychylność ubezpieczycieli, którzy nie są zbyt chętni do ponoszenia konsekwencji tego stanu rzeczy.
Wyłudzenia i oszustwa to temat aktualny już od paru lat. Ludzie parający się tego typu procederami nazywani są przestępcami w białych rękawiczkach. Pistolety i noże zamienili na laptopy i drukarki i niejednokrotnie nie muszą się nawet ruszać z miejsca, ażeby nieprawnie wejść w posiadanie cudzego towaru. Jest kilka determinantów, które powodują, że ten proceder kwitnie:
* przestępstwo oszustwa jest obłożone stosunkowo niskim wymiarem kary, bo od 6 miesięcy do 8 lat - dla  porównania za rozbój z użyciem przemocy grozi od 2 lat do 12 lat
* przy obserwowanej sprawności organów ścigania ryzyko zatrzymania sprawców jest niewielkie
* przy oszustwach dochodzi zwykle do kradzieży cało pojazdowych - odpada konieczność używania dodatkowych pojazdów, włamywania się do naczep i łatwych do ujawnienia przeładunków
* świadomość spedytorów w tym aspekcie jest stosunkowo niska a wiedza mizerna, przestępcy nie muszą się zatem zbytnio wysilać przy dokonywaniu oszustw
* błyskawiczna elektronizacja i GSMizacja życia oraz Internet i sieć globalna umożliwiają oszustom dostęp do informacji i dokumentów
* nieszczelne systemy informatyczne w firmach prowadzących giełdy transportowe dają im możliwość podszywania się pod przewoźników i korzystania z ich kont na giełdach.
To wszystko powoduje, że ryzyko oszustwa, oprócz kradzieży na parkingach, jest jednym z głównych ryzyk w transporcie drogowym.

M.M.: W mediach czytamy o przykładach dość zuchwałych kradzieży, np. o kradzieży towaru z jadącej ciężarówki. Czy w swojej bogatej karierze zawodowej spotkał się Pan ze zdarzeniem, które Pana zaskoczyło?

Jerzy Różyk: Nie wiem, czy akurat o przypadkach takich ekwilibrystycznych kradzieży w naszych mediach jest dużo, ale na pewno nie dotyczy to naszego kraju. Mamy bowiem za dużo kiepskich dróg i zakrętów, a aut jeździ na tyle dużo, że taki przypadek wydaje się mało prawdopodobny. Ale słyszałem od kierowców, że w wielkiej Rosji i owszem zdarzają się takie kradzieże. Noc, mgła oraz szeroka i prosta droga ciągnąca się przez 100 kilometrów daje możliwość wyniesienia w taki sposób całego ładunku jajek nawet po jednej sztuce. I kierowca może nie zauważyć, że jego auto jest z każdym kilometrem coraz lżejsze. A ze zdarzeniem, które mnie zaskoczyło spotkałem się, choć nie było to związane z moją karierą – jadąca przede mną kobieta sygnalizowała skręt w prawo, zjechała na prawe pobocze, po czym skręciła w lewo. Szesnaście lat później, między innymi na kanwie tego zdarzenia, powstał film :) A zawodowo, może raz, kiedy to w 1996 roku sprawcy włamania do pracowni komputerowej po nieudanej próbie pokonania podwójnych stalowych drzwi w ścianie grubej na 80 cm, którą kuli całą noc, następnej nocy dokonali włamania przez okno przy użyciu sprzętu alpinistycznego. Widać bardzo byli zainteresowani komputerami, które wówczas nie były tak powszechne jak dziś.
Kogoś, kto zajmuje się oceną i zarządzaniem ryzykiem, trudno jest czymkolwiek zaskoczyć, wszędzie widzi bowiem zagrożenie. W skrajnych przypadkach może to przypominać paranoję, ale ja zawsze mawiam, że lepiej jest pięć razy dmuchać na zimne, niż raz się oparzyć. Straszę więc ryzykiem kogo się da i póki co muszę stwierdzić, że to działa. Długo trwa, ale działa, a skoro działa, to znaczy, że przynosi efekty. I chyba o to w tym chodzi.

M.M.: Według Pana wiedzy tego typu zagrożenia w miarę biegu czasu wzrastają czy maleją?

Jerzy Różyk: Zdecydowanie wzrastają. Dziś wymaga od nas szybszego myślenia i szybszego działania, a w pewnych obszarach pośpiech nie jest dobrym doradcą. Presja czasu i jej skutki są widoczne w działalności spedycyjnej, gdzie ilość przedkłada się nad jakość. Podobnie jak w filmie „Dom”, gdzie sławetne budowanie ściany na wyrobienie ileś tam procent normy spowodowało przewrócenie się ściany. Nowe czasy to nowe technologie, również te, które stosują przestępcy. Nigdy nie było tak, że zostało wynalezione zabezpieczenie, które oparłoby się włamywaczom. Każdy samochód można ukraść, każdy zamek otworzyć, każdego można oszukać. Ryzyko mierzy swoją miarą i realizuje się zawsze tam i wtedy, gdzie i kiedy może zaszkodzić. Organizm ludzki jest tego najprostszym przykładem – nikt nie produkuje lekarstwa na chorobę, która nie istnieje, ale z chwilą, kiedy się pojawi, natychmiast powstaje lek. Towar będzie dopiero bezpieczny wtedy, gdy będzie go można teleportować, a i też nie do końca, bo ktoś zawsze wymyśli sposób, aby towar został teleportowany gdzie indziej.

M.M.: Jak Pan ocenia perspektywy rozwoju branży TSL w 2013 roku? Dyrektor Generalny DKV Euro Service Polska Sp. z o.o. - Michał Bałakier - w styczniowym wywiadzie stwierdził, że polskie firmy mogą wiele zyskać na kryzysie w Europie. Co Pan na to?
Jerzy Różyk: Tęgie głowy ekonomiczne w naszym kraju już dawno przykleiły Polsce łatkę zielonej wyspy, zatem każda polska ciężarówka, gdziekolwiem by nie była, będzie taką malutką zieloną wysepką. Sytuację w polskim transporcie obserwuję z poziomu przewoźników już od 11 lat i nie widziałem, aby kryzys w Polsce w 2009 roku zatrzymał koła polskich ciężarówek. Zmienili się wprawdzie niektórzy kierownicy i kierowcy, ale koła raczej się nie zatrzymały, zatem kryzys w Europie naszym przewoźnikom na pewno nie przeszkodzi. Może za to przeszkodzić przewoźnikom zagranicznym, a to już tylko woda na młyn dla naszych transportowców. Póki co nasi nie boją się trudu prowadzenia takiej działalności, nie straszne im są bezkresy Rosji i stepów kazachskich, znają już więcej słów niż guten tag i good morning, zatem Europa raczej ich nie odstraszy, a jeżeli da przy okazji więcej zarobić i godniej żyć, życzę im szerokiej drogi i bezpiecznych dostaw towarów.

Ostatnie wywiady

Ostatnie wiadomości

Siedem nowoczesnych hybrydowych Solarisów trafi do Ząbkowic Śląskich

31.12.2019

Wybór opon na sezon zimowy kluczem do mobilności flot

13.11.2019

One-source od Deles w SEGRO Business Park Łódź

7.11.2019

Atom i OZE zamiast węgla – jak zmieni się polska energetyka?

2.12.2019

Selena Labs nagrodzona Diamentem Forbesa

3.02.2020

LOTOS Kolej otwiera nowoczesny Ośrodek Szkolenia Maszynistów

8.12.2019